|
Mistrz olimpijski w zjeździe w 1976 r. (Innsbruck) Austriak Franz Klammer uznał, że dzisiejsze narciarstwo alpejskie staje się zbyt szybkie, a kształty wyczynowych nart powinny być zmienione w imię bezpieczeństwa sportowców. (sport.interia.pl / PAP) "Powinny obowiązywać limity, podobne do tych w Formule 1, w której zmniejszono liczbę cylindrów w silniku z dziesięciu do ośmiu. Szybkości na prostej są nadmierne. Ludzie doznają kontuzji nawet bez upadków" - powiedział Klammer. Franz Klammer, który przebywa w Rzymie jako uczestnik sztafety z olimpijskim ogniem, wezwał ponadto do zmian w sposobach przygotowywania tras alpejskich. Wspominając swe starty olimpijskie Klammer wyznał, że jego sukces w igrzyskach całkowicie zmienił mu życie. "Brałem udział w otwarciu ZIO-1976 r. w Innsbrucku i jestem dumnym, że niosłem teraz pochodnię z olimpijskim ogniem". We Włoszech Austriak spotkał się ze sławnym slalomistą włoskim Alberto Tombą. Tomba, także mistrz olimpijski i medalista trzech zimowych igrzysk, jest uważany za głównego kandydata do zapalenia ognia w czaszy stadionu olimpijskiego w Turynie, 10 lutego 2006 r. Tomba, który zakończył karierę w 1998 r., powiedział, że ma swego "następcę", mając na myśli nową gwiazdę włoskiego narciarstwa Giorgia Roccę, który wygrał pierwszy slalom w tegorocznej edycji Pucharu Świata. Jednak przestrzegł przed nadmiernym optymizmem. "Rywalizacja przed własną publicznością to wielka odpowiedzialność. To niełatwe" - powiedział Tomba, wskazując na wielką presję, jaka nękać będzie Roccę i innych włoskich narciarzy podczas igrzysk w Turynie. Faworytami konkurencji alpejskich igrzysk będą Austriacy, ale Klammer chciałby widzieć mniejszą dominację swych rodaków. "Jestem dumny z naszej ekipy narodowej, ale byłoby lepiej dla całego sportu, gdyby tak nie dominowali". Zdaniem słynnego Austriaka faworyci zwykle nie wygrywają, "z wyjątkiem Alberto i mnie" - zakończył żartem. źródło: sport.interia.pl / PAP
|